Stronę odwiedziło 39279 osób | On-line: 1

Tomasz Ulatowski prowadzi tę stronę:)

Menu

Moim zdaniem

Po pierwsze ekonomia... Tusku!

Już na sam początek nowego roku, po raz kolejny zresztą, rządzący podnieśli nam koszty utrzymania, częstując podwyżkami VAT-u, a przez to wyższymi cenami i opłatami. Przekornie można by wyciągnąć wniosek, że dla władzy jesteśmy coraz cenniejsi, skoro żyjemy na coraz droższym poziomie...
Na naszych oczach toczy się właśnie na dodatek haniebna rozgrywka polityków o pieniądze przyszłych emerytów, którymi rząd chce łatwo załatać deficyt budżetowy i dług publiczny, podważając tym samym prawa nabyte oraz umowę społeczną z 1999 roku, zawartą wówczas w postaci przyjętej reformy emerytalnej.

Według oficjalnie lansowanej koncepcji, od 1 kwietnia br. ZUS ma już nie przekazywać na rachunki ubezpieczonych w OFE, części pobranej od nich skladki emerytalnej - dokładnie 7,3% ich wynagrodzeń brutto (uważanych dotychczas za minimum do jakichkolwiek istotniejszych inwestycji), lecz zaledwie 2,3% podstawy (podcinające w ogóle sens działania OFE). Jak twierdzą przedstawiciele rządu, zabieg ten wykluczy wreszcie konieczność dodruku i sprzedaży kolejnych obligacji skarbowych na wypłaty bieżących emerytur – jedną z przyczyn narastającego długu publicznego (z każdym miesiącem bliższego konstytucyjnej granicy 60% PKB).

A przecież – kultywując system oparty na niewydolnym ZUS-ie – od emisji obligacji na cele emerytalne i tak nie uciekniemy. Będą one w przyszłości dotyczyły właśnie tych, których rachunki w OFE mają być już wkrótce uszczuplane, a którym przyjdzie pobierać emerytury w sytuacji demograficznej jeszcze gorszej niż obecna (jeszcze mniejsza liczba wpłacających do ZUS-u niż pobierających emerytury). Ale niech to już będzie zmartwienie innych rządów...

Czy jest logika ekonomiczna w osłabianiu zdrowej i nieźle funkcjonującej, jak na warunki gospodarcze, części systemu emerytalnego w postaci OFE, aby dokarmiać dogorywającego trupa w postaci ZUS-u? Owszem, jest – przetrwanie ekipy!
Przedstawiciele władz, którym brak determinacji do zerwania z taplaniem się w anachronicznych „zdobyczach socjalizmu” – znów w ten sposób zdradzają, że ich liberalna proweniencja ma zaledwie deklaratywny charakter. Uosabiają tym samym najniższy rodzaj instynktu samozachowawczego polityków – opartego na regule – „dobry i miesiąc, po nas choćby potop”.

Sytuacja obecna jest ceną, jaką społeczeństwo płaci za frywolność ekip rządzących u początku lat 90-tych, które kompletnie zlekceważyły ówczesny postulat wydzielenia 20% akcji wszystkich prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych właśnie na zabezpieczenie bieżących emerytur.(Chodziło o stworzenie z nich Funduszu, pracującego na dofinansowanie wypłat świadczeń aktualnym podopiecznym ZUS-u). Pracujące pokolenie mogłoby sobie teraz bez obaw lokować kapitały na starość w przeróżnych funduszach. Ale niestety... projekt wysuwała wówczas "niesłuszna" opcja polityczna.

Chciałoby się wierzyć, że dla konsekwencji każdej zmiany władza tworzy jakąś alternatywę – tym bardziej, iż chodzi o tak ważny problem społeczny. Chciałoby się też wierzyć, że mimo wszystko sprawy są w rękach fachowców. Ale jak być spokojnym skoro „jesień naszego życia” jest w rękach takich ludzi, jak Jolanta Fedak? Absolwentka nauk politycznych – nieco gładsza wersja Renaty Beger – baba, która nim została ministrem pracy, niemal całe swoje życie zawodowe była „etatową biurwą” w siedzibie PSL-u w Zielonej Górze, głównie zajmując się parzeniem kawy. Jak być spokojnym, gdy głównym reformatorem systemu emerytalnego jest sekretarz stanu Michał Boni, z wykształcenia... polonista i kulturoznawca (!) – nie wiedzieć czemu okrzyknięty... „ekspertem inwestycyjnym”? Jak wreszcie zaufać ministrowi finansów, nie umiejącemu nawet wyliczyć deficytu budżetowego na nadchodzący rok, albo premierowi, którego główną racją stanu jest utrzymanie na stołkach swojej sitwy z boiska?...

Czy nie prościej byłoby znieść wreszcie podział na Polskę A i B, chłopską – emerytalnie uprzywilejowaną i „miastową” – emerytalnie obarczoną? Jak wiadomo – 95% KRUS-owskich emerytur pochodzi z budżetu państwa, zaś wypłaty emerytur nierolniczych są z założenia ograniczone kwotą wpłacanych do ZUS-u składek od ubezpieczonych. Jak znamiennie wygląda owa minister pracy z chłopskiej partii, która optuje za zabraniem "miastowym” większej części ich składek do OFE na pokrycie publicznego długu, a która nawet nie zająknie się nad powyższym postulatem, niejednokrotnie już zresztą podnoszonym...
A owszem, owszem - podnoszonym chociażby przez PO u samego jej zarania, ale jak tu teraz zrazić koalicjanta?...

Oto prymat polityki nad ekonomią! Aż chciałoby się w tym miejscu krzyknąć parafrazując słynny slogan Clintona (cyt."po pierwsze gospodarka, durniu!") – w końcu faktycznie teraz idola naszego premiera – „Po pierwsze ekonomia... Tusku!”

Tomasz Ulatowski, styczeń 2011
/Czekam na Twój komentarz.../




przeczytaj też o tym w innym artykule

inne wpisy i felietony w "Moim zdaniem"

Pozdrowienia także dla Tuska, Rostowskiego i Fedakowej

Ksywka*


Tekst*


Przepisz kod*
kod