Stronę odwiedziło 52111 osób | On-line: 3

Tomasz Ulatowski prowadzi tę stronę:)

Menu

Moim zdaniem

---------CYRK ŚMIERTELNIE POWAŻNYCH KLAUNÓW (2)-------- – PAŃSTWO POPIERA RODZINĘ

Według mnie w Polsce już się zaczęło. A co? No właśnie...
Pod koniec lutego br. media obiegła wiadomość o odebraniu dziecka jego biologicznym rodzicom. Chodzi o małoletniego Sebastiana Kitę, którego wyrokiem sądu na wniosek pracowników pomocy społecznej umieszczono w Domu Dziecka, ponieważ jak uzasadniono jego rodzice są... zbyt biedni, by podołać wychowaniu, a w domu jest brudno i nie ma łazienki.
Wszystko odbyło się w dramatycznych okolicznościach, wbrew woli dziecka, rodziców i wspólnie mieszkającego dziadka.

Aż mnie trzęsie...

Warto przypomnieć, że rodzina Kitów nie jest rodziną patologiczną, nie jest dotknięta żadnymi nałogami. W opinii miejscowych – to porządni, kochający się ludzie, tyle że biedni. Żyją na uboczu wsi w starym murowanym domu. Nie mają ciepłej wody. Pomieszczenia są ogrzewane piecem kaflowym. Jedyny dochód stanowi emerytura dziadka – 70-letniego Kazimierza Kity i jakiś tam zasiłek. Ojciec Sebastiana dotknięty zaawansowaną cukrzycą niedawno stracił nogę, zaś matka cierpi na depresję, ograniczającą jej normalne funkcjonowanie.
Na wieść o odebraniu dziecka trzęsie mnie z kilku powodów. Po pierwsze, gdy czytam – już któryś raz z rzędu – że jeszcze tolerujemy twór instytucjonalny, wymyślony przez socjalistów, mianowicie POMOC społeczną, której "POMOC" tak oto wygląda. Zaczyna się i kończy na wypchnięciu kilku urzędowych papierków, zamarkowaniu jakichś wizji lokalnych i pseudo-opiekuńczych kontaktów, w efekcie czego nieszczęście jak było – tak jest, albo jeszcze większe...
Końcem końców i tak zwykli „prywatni” ludzie (w tym przypadku sąsiedzi z proboszczem) muszą brać sprawy w swoje ręce i na swoje kieszenie, żeby problem rozwiązać. No i rzecz jasna, zapłacić podatek na tę pomoc społeczną, jak już będzie po wszystkim. Zresztą nie ma tu się co dziwić, bo taka właśnie jest każda państwowa opieka.
Trzęsie mnie jeszcze, bo jak można zabierać komuś dziecko z powodu biedy, albo braku łazienki? Całe pokolenia naszych rodziców, babć i dziadków, przed wojną i po wojnie, wychowywały się w większości w zwykłych chałupach wiejskich, gdzie się nie przelewało. Gdzie standardowo nie było łazienek, a wodę na kąpiel do balii grzało się na kuchni, za potrzebą szło się do wygódki gdzieś za stodołą, ale nikomu nie przychodziło do głowy, żeby z tego powodu dzieci rodzicom zabierać.
Ktoś zapomniał, że nawet ta obiektywnie najgorsza matka, to dla dziecka po prostu JEGO mama. I zawsze będzie do niej ciągnęło, nawet choćby doznawało z jej powodu przykrości i wstydu. Bo własna matka jest najlepsza! Tak samo jest z rodziną. Nawet najpiękniejszy Dom Dziecka jej nie zastąpi.
Jakie w ogóle to szlachetne i mądre – w majestacie prawa ograbić ludzi ze wszystkiego, nakładając drakońskie podatki, zus-y, niszcząc miejsca pracy, marnując pieniądze w poronionych inwestycjach i aferach, doprowadzając do nędzy, a potem rozbić rodzinę, mówiąc „Sam widzisz – nie stać Cię na wychowanie dziecka” i jeszcze kazać być wdzięcznym, a takie państwo nazywać opiekuńczym. Dobre i naprawdę mocne!
Trzęsie mnie też, kiedy słyszę jak jeden z ministrów, jakoś tam uwikłany w aferę hazardową, wypoczywając teraz na Florydzie, utyskuje na swój kraj w wywiadzie prasowym, że taki „dziki”, nie poczuwając się w najmniejszym stopniu – jako przecież jedna z głów państwa – do współodpowiedzialności za tę „dzikość”, a przede wszystkim za owo ubóstwo społeczeństwa. Co więcej – minister łaja cały ten „dziki” kraj za śmierć swojej matki, nie biorąc w ogóle pod uwagę, że być może to lęki o wyczyny syna mogły nadszarpnąć zdrowie staruszki. Jak to dziwnie pasuje do końcówki mojego poprzedniego felietonu... (patrz „Pieszczochy”)
Wracając jednak do wątku głównego – powodów do wstrząsów i obaw dostarcza mi też częstotliwość takich informacji w ostatnich latach, jak ów zamach na rodzinę z Nowej Bystrzycy. Częstotliwość wskazująca wręcz na jakiś programowy kierunek.

Europa nas wyprzedza...

W ubiegłym roku Sąd w Edynburgu odebrał szkockiemu małżeństwu prawo do opieki nad wnukami. Sędziowie uznali argumenty pracowników opieki społecznej, którzy przekonywali, że dziadkowie są zbyt starzy na wychowywanie maluchów. Uznano tym samym, że 59-letni farmer i jego o 13 lat młodsza żona, wiekowo są niewydolni do przejęcia opieki nad pięcioletnim chłopczykiem i jego czteroletnią siostrzyczką, i tym samym nie mogą stanowić rodziny zastępczej. Co więcej – sąd przyznał opiekę nad ich wnukami... kochającej się parze homoseksualistów. Homoseksualiści w Szkocji od 2006 roku mogą adoptować dzieci. Tamtejszy parlament przyjął odpowiednią ustawę wbrew opinii publicznej, która – jak podają sondaże – w 90-ciu procentach jest temu przeciwna.
Również w Wielkiej Brytanii odmówiono dalszej możliwości bycia rodziną zastępczą Eunice i Owenowi Johnsom, którzy wychowali dotychczas z dobrym skutkiem ponad 20 sierot. Decyzja rady miejskiej w Derby spowodowana była odmową ze strony małżonków uświadamiania swoich podopiecznych, że związki małżeńskie tej samej płci są normalne. Dla Johnsów jako chrześcijan było to nie do przyjęcia.
Brytyjskie organizacje zajmujące się adopcją i zastępczym rodzicielstwem faworyzują homoseksualistów. Wszystkich kandydatów na przybranych rodziców dokładnie kontrolują - nie mogą oni palić papierosów, nawet być za grubi lub za starzy. I nie mogą być przeciwni adopcji dzieci przez gejów oraz lesbijki. A to wyklucza chrześcijan.
Brytyjskie Stowarzyszenie Adopcji i Rodzicielstwa Zastępczego (BAAF) w książce instruktażowej dla gejów planujących adopcję napisało m.in. "Ludzie, którzy są przeciwni adopcji dzieci przez gejów to upośledzone umysłowo homofoby". BAAF ustala zasady i organizuje szkolenia dla pracowników socjalnych w całej Brytanii, a na swoje publikacje otrzymuje pieniądze z kieszeni podatników, w tym chrześcijan.
Także w Danii od ubiegłego roku pary homoseksualne mogą adoptować. Warto dodać, że Dania najwcześniej, bo już w 1989r., zalegalizowała dewianckie małżeństwa. Jeden z deputowanych, autor projektu rzeczonej ustawy – Simon Emil Ammitzboell – oficjalnie oczekuje teraz, że niebawem duński kościół przystąpi do udzielania ślubów „parom nowego typu”.

Na „dobrej” drodze...

Polska, jak wiadomo, od 1 maja 2004r. jest w Unii Europejskiej. W jaki model rodziny weszliśmy, jak jest oficjalnie traktowany problem rodziny w zjednoczonej Europie, a przede wszystkim przez Parlament Europejski?
W Traktacie z Maastricht, który dał prawne podstawy Unii Europejskiej, nie ma ani słowa na temat rodziny. Nie używa się w ogóle takiego pojęcia. Z tego przemilczenia bynajmniej nie wynika wniosek, że każde państwo może prowadzić własną politykę prorodzinną.
Kiedy ONZ ogłosiła światu rok 1994 Międzynarodowym Rokiem Rodziny, Jan Paweł II powitał tę inicjatywę z radością, wydając List do Rodzin, w którym podkreślał naturalną i dziejową rolę rodziny złożonej z ojca, matki i dzieci. Niemal natychmiast w odpowiedzi na papieski dokument Parlament Europejski ogłosił swoją rezolucję o rodzinie, legalizując związki homoseksualne oraz występując dla nich o prawo do adopcji dzieci. Co o tym sądzić?
Dodam nadto – w innej rezolucji Parlamentu Europejskiego, przyjętej pod koniec 2008 roku, a konkretnie w sprawozdaniu nt. przestrzegania praw podstawowych w Unii Europejskiej w latach 2004-2008, znalazły się postulaty wzajemnego uznania związków homoseksualnych we wszystkich krajach UE oraz przyjęcia takich rozwiązań w prawie państw członkowskich.
Europa będzie w przyszłości taka, jak państwa, które ją stanowią. Te zaś będą takie, jak ich społeczeństwa, a społeczeństwa, jak rodziny, z których się składają. No więc jakie?...

Tomasz Ulatowski, marzec 2010
/Czekam na Twój komentarz.../




Trzymaj się blisko mnie synku, pełno tu zboczeńców
inne wpisy i felietony w "Moim zdaniem"


Ksywka*


Tekst*


Przepisz kod*
kod