Stronę odwiedziło 52111 osób | On-line: 1

Tomasz Ulatowski prowadzi tę stronę:)

Menu

Moim zdaniem

CYRK ŚMIERTELNIE POWAŻNYCH KLAUNÓW (1) - PIESZCZOCHY

W studenckich czasach, w znanych mi żakowskich kręgach istniał szczególny rodzaj zabawy, albo raczej gry, nazywanej przeważnie „krzywym ryjem”. Chodziło o to, kto najdłużej i możliwie na wielu płaszczyznach codziennego życia będzie funkcjonował za bodaj absolutną darmochę. Przyznam, że uległem pokusie tej zabawy, obierając w niej wąską specjalizację w postaci jazdy autobusami MZK w Olsztynie bez jakiegokolwiek biletu. Trwało to bezkarnie jakieś dwa lata i wiązało się z brawurowym kiwaniem kontrolerów, zwanych powszechnie kanarami. W końcu złapali mnie dwa razy w ciągu jednego tygodnia, ale jak policzyłem – mimo dwóch grzywien i tak byłem finansowo do przodu. Moja „aspiracja” na króla olsztyńskich czerwoniaków miała nie tylko aspekt rozrywkowo-ekonomiczny, ale również – jak sobie tłumaczyłem – także patriotyczny. Rzecz działa się bowiem za komuny, którą w ten sposób obalałem gospodarczo, osłabiając jej gałąź transportu narodowego. Wreszcie chyba ci z duszpasterstwa akademickiego wytłumaczyli mi, że jakby nie było to grzech, czy jakoś tak, że ostatecznie dałem sobie spokój.

Zauważyłem jednak, iż owa gra dla niektórych moich kolegów (koleżanek w mniejszości, ale także...), absolutnie pozbawiona aspektów konspiracyjnych, była czymś więcej niż zabawą. Stanowiła sposób na ówczesne i przyszłe życie. Co przy tym zdumiewające – w znacznej części pochodzili oni z rodzin nieźle jak na owe czasy sytuowanych.

Ćwiczyli się w cwaniackim rzemiośle zatem dalej, jakby wręcz mieli z niego zdawać jakiś ważny egzamin. Jeżdżenie na gapę, waletowanie w akademiku czy wkręcanie na imprezy bez zaproszenia to mały pikuś. Żywili się po restauracjach nie płacąc lub wrabiając innych w rachunki. Pożyczali pieniądze i nie oddawali lub oddawali z innych pożyczonych, by następnie wyciągnąć jeszcze więcej. Zalegali bez końca z czynszem i opłatami na stancjach. Zaciągali pożyczki pod zastaw nie swoich rzeczy, albo kredyty do spłacenia przez żyrantów itp.itd.
A wszystko to zdawało się stanowić jedynie poligon, preludium do czegoś o wiele ważniejszego...

Dopiero po latach wiem, że miałem wówczas do czynienia z narybkiem tej grupy społecznej, którą dzisiaj delikatnie nazywam „pieszczochami niejednej mamy”. Jest bowiem w społeczeństwie pewien odsetek specyficznych ludzi, od dziecka do późnej starości stawiających sobie za punkt honoru uprzywilejowane życie kosztem innych. Wygodne życie i karierę oparte wyłącznie na "wodolejstwie" i dobrym wrażeniu.
Mentalność ta zaczyna kształtować się już od przedszkolnej piaskownicy przy cichej aprobacie rodziców, dziadziów i cioć, szczęśliwych zaradnością życiową swojej latorośli, rozstawiającej inne maluchy po kątach oraz bez pytania i skrępowania sięgającej po cudze zabawki jak po własne.
W szkole uosabia ją postać lizusa prowadzącego szkolne apele i akademie, chętnie wyręczającego kadrę, gdzie się da byleby tylko ominąć nużące uczniowskie obowiązki. Rwącego się wprost do władzy, narazie chociaż w szkolnym samorządzie. Odrabianie lekcji to przecież zajęcie mniej inteligentnych.
Na studiach wciela się w młodzieżowego działacza dobrze usadowionego przy jakimś uczelnianym korycie, rzekomo pochylonego ofiarnie nad dobrem alma mater – w istocie skoncentrowanego na odrywaniu darmowych płatków z bukietu obfitości; a to wyjazdów zagranicznych na pseudonaukowe obozy, a to łatwych pieniędzy ze studenckich spółdzielni, a to znajomości skutkujących wpisem do indeksu za friko. No i rzecz jasna na coraz wyższych piętrach wspomnianej studenckiej gry. Żmudne studiowanie jest dla „żuczków”...

Nie jest to grupa, dająca się ot tak skwitować mianem „pasożyt”, albo „darmozjad”. Ci bowiem, których zwykle tak nazywamy, są pospolici i działają zaledwie na detaliczną skalę. Kończą na ogół w aresztach za drobne przestępstwa, albo od razu schodzą na margines.
„Pieszczochów” nie da się też zaszufladkować jako zwykłych „cwaniaków”. Ci ostatni bywają nawet wykształceni, choć zwykle do niczego im to nie potrzebne, ale koncentrują się głównie na średnich przekrętach i to najczęściej w biznesie.
Określenie „karierowicz” też nie załatwia całkowicie tematu. Sama chęć odniesienia sukcesu nie jest niczym karygodnym, o ile idzie w parze z kwalifikacjami, jakąś twórczą aktywnością i osobistym zaangażowaniem.

„Pieszczochy” – to wyższa szkoła jazdy. To wręcz ekwilibrystyka. Ustawiczne odnoszenie korzyści bez wysiłku własnej pracy – wyćwiczone do perfekcji. Kariera na Dyzmę.
Zajmują przeważnie eksponowane posady tzw. sektora publicznego. Takie z podatków są najlepsze. W prywatnych firmach szybko by się na nich poznano. Potrafią je piastować w każdej branży, odbywają niejednokrotnie karuzelę stołków w ciągu życia, powracając wiele razy na to samo miejsce, nawet mimo wcześniejszych wpadek. Są więc wśród dyrektorów i naczelników urzędów, w departamentach ministerstw, wśród wojewodów, parlamentarzystów, burmistrzów i prezydentów, w radach nadzorczych spółdzielni i spółek. Nie hańbią się pracą, ryzykiem i odpowiedzialnością. Od tego mają mniej inteligentnych podwładnych, na których w razie czego można zwalić... Oni jedynie zasiadają, decydują, rozdzielają, przydzielają, zlecają i oceniają. Oni reformują i reorganizują – w istocie jedynie pozorując. Od nich będą zależeć Twoje zdrowie, życie, rodzina, wykształcenie, skromna podwyżka i dziadowska emerytura.
Pną się po szczeblach uznań i awansów z populizmem i poprawnością na ustach. Gotowi należeć do każdej partii od lewicy do prawicy, byleby tylko aktualnie rządzącej. Albo najlepiej nigdzie nie należeć, bo tak bezpieczniej. Zawsze za to zwarci, dyspozycyjni, usłużni. Jako niezastąpieni fachowcy są z natury kosztowni, bo przecież nie dla prywatnej korzyści, ale „z dziejowej konieczności i życiowej misji poświęcają się” dla innych. W swoim odczuciu stoją ponad prawem. Rozliczani i pociągani do odpowiedzialności, ze szczerym oburzeniem stają gotowi łajać nawet sędziów i prokuratorów.

Skąd ta spiskowa teoria i moje wynurzenia? A tak, przy okazji, bo co rusz w mediach rozpoznaję swoich studenckich kolegów na lukratywnych urzędowych stołkach i wiem, że skoro oni – to gra w „krzywego ryja” nadal trwa.... Tyle, że naciąganie już nie detaliczne, a hurtowe.
Nie narzekajcie więc, że jest jak jest i nie pytajcie o przyczyny polskich niepowodzeń. No!..

Tomasz Ulatowski, luty 2010
/Czekam na Twój komentarz.../



No!..

inne wpisy i felietony w "Moim zdaniem"

Ksywka*


Tekst*


Przepisz kod*
kod