Stronę odwiedziło 52111 osób | On-line: 1

Tomasz Ulatowski prowadzi tę stronę:)

Menu

Moim zdaniem

JUŻ PO ŚWIĘTACH... (nie jest dobrze...)


Minęło Boże Narodzenie. Już za nami upojna noc sylwestrowa i noworoczny poranek. Jakie refleksje? No, niestety – nie jest dobrze...

Nie jest dobrze, bo z roku na rok zauważam, zarówno w mediach jak i po domach, coraz więcej wyczekiwania na tzw. Mikołaja – tego od prezentów i coraz więcej pospolitej biesiady, a coraz mniej pamięci, że Boże Narodzenie – jak nazwa przecież wskazuje – to rocznica urodzin Jezusa. Chwieje nam się równowaga uczuć i mylimy "obraz z ramą", nawet mimo opłatkowych życzeń i tych paru odśpiewanych kolęd. Bo tak naprawdę – w ilu domach na rozpoczęcie wieczerzy wigilijnej odczytuje się Pismo Święte, albo ile czasu podczas spotkań przy stole w tę noc poświęca się zadumie nad religijnym wymiarem tamtych wydarzeń w Betlejem? Ba, w wielu domach – zwłaszcza tam, gdzie brakuje dziadka, albo jakiejś różańcowej babci – kolęd już się nie śpiewa. Co najwyżej z płyty się odsłucha, ale i to nie za głośno, bo rozmowę przy stole zagłusza...

Nie jest dobrze, bo ludzie mają sobie z roku na rok coraz mniej do powiedzenia. To wyłazi zwłaszcza przy składaniu życzeń – tych opłatkowych i tych noworocznych. Najlepiej widać podczas przed-wigilijnych zakładowych opłatków i większych imprez sylwestrowych. Najczęściej pojawia się dyżurne i zdawkowe; „Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku...”, ostatnio wzbogacone o; „... w ciepłej rodzinnej atmosferze”. Ci, co chcą być bardziej oryginalni, ale bez własnego wysiłku, decydują się na ściąganie gotowców z internetu. Dobrze jeszcze jeśli są one jakieś głębsze, ale bywają i takie;
„ Szczęścia, zdrowia, powodzenia w dniu Bożego Narodzenia, beczkę piwa, wiadra wódki, by odgonić wszystkie smutki, sto całusów na dodatek, by smaczniejszy był opłatek”. Takoż samo jest na Wielkanoc o różnych „zającach” i „dyngusach”. No, a kiedy taki szablonik mamy już w komóreczce, to go "pach!" sms-kiem do 60-ciu znajomych za jednym przyciśnięciem guziczka w telefonie i... z głowy.
Sam nie wiem, co bym dostać wolał...

A może byłoby lepiej tak zwyczajnie przyznać się do braku twórczego talentu w składaniu życzeń i po prostu życzyć drugiemu uwolnienia od trosk? Kiepsko to jednak wypadnie, kiedy posłużymy się zaledwie ogólnikiem o tych troskach. Zatem – nie od „jakichś tam trosk”, albo "wszystkich trosk", ale konkretnych, o których coś rzeczywiście wiemy. Ale czy wiemy?..

I tutaj dotykamy istoty rzeczy. Wiedzielibyśmy, co kogo boli, gdybyśmy chcieli i umieli słuchać, i naprawdę współczuć. Niestety wsłuchujemy się w bliźnich tylko pozornie z tzw. grzeczności, bo przecież najciekawszym tematem dla nas jesteśmy zwykle my sami.
Może więc te życzenia to okazja, by wreszcie dowiedzieć się – kim naprawdę jest ten kolega z pracy, ten sąsiad, znajomy...

Skąd mój kaznodziejski ton? Powiem wprost – bo sam z tym miewam problemy, ale podobno „zauważyć u siebie” – to już dobry początek.

Nie jest dobrze, bo coraz więcej komercji i naśladownictwa zachodniego stylu, w miejsce swojskiej tradycji. Dyżurnymi polskimi kolędami stają się Merry Christmas i Jingle bells, bo przecie zaadaptowaliśmy już Halloween i Walentynki. Na pytanie skąd pochodzi Święty Mikołaj odpowiadamy, że z Rovaniemi w Laponii – choć to wierutna bujda, a przecież prawdziwy Święty Mikołaj, którego jakoś się wstydzimy, pochodził z Licji, z miasta Patra w obecnej Turcji i żył w III wieku naszej ery. Znany jako biskup Miry, ale przede wszystkim słynący z niebywałej hojności i troskliwości o bliźnich, co czynił niesłychanie dyskretnie. Właśnie owa zabiegliwość o innych – również tych spoza rodziny – powinna towarzyszyć nam w okresie świątecznym i nie tylko...

Nie mamy się czego wstydzić – nigdzie chyba na świecie nie ma aż tak pięknej tradycji obchodzenia Wigilii, albo Wielkanocy, jak u nas w Polsce drzewiej bywało...
A nasze święta mają też i swoją magię - każdego roku w okresach świątecznych coś ważnego zmienia się w moim życiu i nie mam na myśli jedynie uroczystego klimatu.

Piotr Najsztub – znany dziennikarz, w „Dzień dobry TVN” odżegnywał się od obchodzenia świąt Bożego Narodzenia i w ogóle wszelkich takich. Opowiadał, jak to zabronił w swojej restauracyjce jakichkolwiek świątecznych dekoracji. Nie świętuje, izoluje się w te dni od świata. Śmieszą go ludzie fetujący Sylwestra, „bo co to znowu za szczególny dzień...”
Smutne to i żal mi Najsztuba, bo nie wie ile traci. Może zwyczajnie pogubił się, o co w tym naprawdę chodzi...

Nie pozwalajmy różnym kabotynom – choćby najbardziej popularnym i najmodniejszym – odbierać sobie tradycji i tego, co w niej najistotniejsze. Zawalczmy o nią, żeby po następnych świętach móc powiedzieć – u nas jest już lepiej...

Tomasz Ulatowski, styczeń 2010
/Czekam na Twój komentarz.../


inne wpisy i felietony w "Moim zdaniem"

Ksywka*


Tekst*


Przepisz kod*
kod